J co z tego, że złote włosy,
Ręce zdradliwe,
Głos się łamie,
Oczy zawodzą,
Sił mi braknie,
Kiedy w sercu płomień,
A w głowie naiwne marzenie,
Elzbieta Rusiecka
Może nie byłoby moich wystaw gdyby nie wsparcie najbliższych i koleżanka Teresa, która pewnego dnia opowiedziała mi o niewielkiej grafice wiszącej w jej mieszkaniu. Przedstawiała ona parkową alejkę zapomnianą przez Boga i ludzi, ukrytą w gąszczu starych drzew, na której stała mała, drewniana ławeczka.
Dzisiaj niewiele już z tego pamiętam, ale wtedy to co zobaczyłam na tym rysunku wywarło na mnie tak ogromne wrażenie, że stało się inspiracją wernisażu, który odbył się w 2003r. Przeniosłam nastrój utrwalony na rycinie do wnętrza biurowca KOLMETU. Po środku holu ustawione zostało stare drzewo, na którym pozostały jeszcze, ostatnie, jesienne liście. Pod nim stanęła wysłużona, ogrodowa ławeczka, podobna do tej z pożółkłego rysunku. Na ławce leżał wysłużony kapelusz mojego ojca, gazeta i czarny parasol. Patrząc na tę inscenizację miało się wrażenia, że mój ojciec odszedł tylko na chwilę i snuje się po korytarzach obserwując obrazy.
Szeleszczące liście i unoszący się słodki zapach jabłek zachęcał zaproszonych gości do wędrowania po wystawie z kieliszkiem czerwonego wina i oglądania wystawionych obrazów. Wykreowana scenografia przenosiła zaproszonych gości w niesamowity świat iluzji i marzeń.
Niezapomniane wrażenie zrobiła na mnie pewna rozmowa z tajemniczym panem, który codziennie rano, jeszcze przed pojawieniem się pracowników biurowca siadał na „mojej ławeczce” i wpatrywał się w wystawiony w holu obraz. W trakcie spotkania okazało się , że namalowana pod wpływem chwili praca zatytułowana „Ławeczka” pozwalała mu przenosić się w świat dzieciństwa, zapomnienia i spokoju. Ta szczera rozmowa była dla mnie najlepszą recenzją zorganizowanej wystawy. To co wtedy usłyszałam od tajemniczego , nieznajomego nadało sens temu co robię i dało wiarę, że warto malować i pisać chociażby dla tej jednej osoby, która co rano zasiadała przed moim obrazem i przenosiła się w swój wymarzony, baśniowy świat, po trosze stworzony przeze mnie.